minimalizm w pielęgnacji // aktualizacja #2 (zimowa)


Cześć wszystkim w ten piękny grudniowy poranek! Może nie czuć jeszcze zimy, ale suchość powietrza daje się we znaki. Włosy szybko się elektryzują, skóra jest sucha i szara. Taka kolej rzeczy trochę komplikuje sprawę jeśli chodzi o minimalizm kosmetyczny i posiadanie jak najmniejszej ilości produktów.
Mój święty gral pielęgnacji - olejek Antipodes "Divine Avocado and Rosehip Face Oil" w połączeniu z serum "Hosanna H2O" pięknie nawilżają, ale niestety moja skóra domaga się czegoś bardziej naprawczego i odżywczego. Ze względu na moją fascynację marką Antipodes, wybrałam krem na noc "Avocado Pear Nourishing Night Cream". Korzystam z niego od dwóch tygodni więc mogę tylko opowiedzieć o moich pierwszych wrażeniach. Niestety dla mojego stanu posiadania, przydałoby mi się jeszcze serum z witaminą C!



Przechodząc do rzeczy: krem jest gęsty i dość tępy jeśli chodzi o rozsmarowywanie. Pachnie bardzo ładnie więc nakładanie go mimo wszystko jest ogromną przyjemnością. Wystarczy mała ilość żeby pokryć całą twarz więc jest wydajnym produktem. Jak moje wrażenia ze stosowania? Nie było "efektu WOW" po pierwszym użyciu, ani po drugim czy trzecim. Ale po dwóch tygodniach stosowania widzę różnicę w wyglądzie skóry. Jest bardziej odżywiona, mniej się łuszczy i mimo podłej pogody wygląda naprawdę promiennie. Ostatnie dni były dla mnie bardzo trudne pod względem emocjonalnym wobec czego tym bardziej jestem zdziwiona, że nie wyglądam jak śmierć na chorągwi. Sądzę że ten krem może mieć z tym coś wspólnego. Dodatkowo mam poczucie, że skóra goi się dużo szybciej podczas jego stosowania.


Cieszę się, że idę w kierunku stosowania produktów jak najbardziej naturalnych. Cieszę się że ich ilość się zmniejsza i nie potrzebuję już miliarda produktów dla połechtania mojej próżności. Mam poczucie, że pod względem pielęgnacji twarzy jestem mocno zorientowana w temacie, wiem czego moja skóra potrzebuje i potrafię dostosować pielęgnację do jej potrzeb. Mam natomiast problem ze skórą ciała. Nie lubię używać balsamów, nie lubię zapachu ubrań założonych na nabalsamowaną skórę, generalnie moja pielęgnacja mocno kuleje w tym obszarze. Jeśli znacie jakieś dobre naturalne balsamy, które szybko się absorbują , dajcie znać proszę.


Na koniec chciałam wspomnieć o jeszcze jednym produkcie, który ostatnio zawitał w mojej kosmetyczce. Po nieprzyjemnych wrażeniach stosowania naturalnego dezodorantu Jason, nie sądziłam że będę miała jeszcze ochotę testować tego typu produkty naturalne. Tamten śmierdział, lepił się i te aspekty totalnie go dyskwalifikowały w moich oczach. Będąc w sklepie ze zdrową żywnością, znalazłam dezodorant Schmidt's, który jest bardzo popularny w internecie. Jest dość drogi, ale w tym przypadku otrzymuję wszystko, czego od niego oczekiwałam: ładnie pachnie, ale zapach nie jest dominujący; nie klei się i jest niewidoczny na skórze; dodatkowo bardzo dobrze spełnia swoją podstawową funkcję. Jedyny minus jest taki, że wybierając opcję w słoiczku, dezodorant trzeba rozgrzać w dłoni i nakładać palcami. Ale spokojnie- jest też opcja w sztyfcie, którą następnym razem na pewno wybiorę.

Komentarze

Prześlij komentarz