minimalizm kosmetyczny // mój makijaż #2


Niedawno miałam akcję poszukiwania różu, ponieważ mój MAC "Well dressed" po trzech latach używania, zużył się prawie do ostatniej okruszynki. Przeprowadziłam najpierw research w internecie wśród moich ulubionych blogerek/youtuberek, ale nie znalazłam nic godnego uwagi.
Z desperacji poszłam do Sephory z zamiarem zdania się na Panią konsultantkę. Błąkałam się po sklepie pełnym tłumów, ponieważ mamy właśnie okres przedświąteczny. Produktów było mnóstwo, ale nie byłam przekonana do żadnego z nich. W momencie, kiedy trafiłam na stoisko NARS, przypomniałam sobie o ich legendarnym różu "Orgasm". Swego czasu był bardzo popularny w blogosferze, ale marka była jeszcze niedostępna w Polsce więc nie miałam przyjemności oglądania go na żywo ani testowania.


"Orgasm" jest różowo-pomarańczowo-złoty i ma podobno pasować do każdej karnacji- taki uniwersalny róż. Nie chciałam kupować od razu dużego opakowania (za 149zł) więc zdecydowałam się na mini zestaw, w którego skład wchodziła połówka normalnego opakowania i malutka szminka w tym samym kolorze (za 105zł). Po doświadczeniach z MAC wiem, że róże są bardzo wydajne więc nie chciałam skazywać się na kolejne trzy lata na jeden kolor, stąd mój wybór. Subiektywnie wydaje mi się, że ten kolor jest podobny do "Coralista" firmy Benefit. Jest bardzo mocno napigmentowany więc trzeba uważać przy aplikacji, żeby nie przesadzić. Ładnie wygląda na skórze, pięknie się mieni, ale mimo wszystko nadaje się do codziennego stosowania. Mieniące się drobinki bardziej rozświetlają niż nadają imprezowy charakter.


Jak widać na zdjęciach, to nie jest jedyny produkt jaki kupiłam. Bardzo lubię nosić czerwone usta i długo szukałam fajnej szminki, która jest długotrwała i można ją łatwo nałożyć, ale jednocześnie nie będzie wymagała kupowania konturówki (w ramach ograniczania ilości produktów). Okazało się, że NARS ma coś takiego w swojej ofercie. Jest to płynna, matowa szminka "Powermatte Lip Pigment" w kolorze "Don't Stop". Szminka jest bardzo płynna i mocno napigmentowana- wystarczy jedno pociągnięcie i uzyskuje się pełne krycie. Bardzo podoba mi się aplikator- jest ścięty i przypomina ostrosłup prawidłowy czworokątny. Nabiera wystarczającą ilość produktu i jest bardzo precyzyjny, dzięki czemu konturówka jest zbędna. Użyłam tej szminki na randkę, na której jadłam pizzę i tiramisu, piłam oranżadę i generalnie nie oszczędzałam jej. Kontur pozostał nienaruszony, natomiast starła się trochę w wewnętrznej części warg. 


Istotną kwestią przy tego typu produktach jest konsystencja po zaschnięciu. Trochę się tego obawiałam przez nieprzyjemne doświadczenia z matową pomadką marki Sephora. Na szczęście moje obawy były zupełnie niepotrzebne- szminka jest bardzo elastyczna, po zaschnięciu nie zbiera się w załamaniach warg, nie pęka ani nie łuszczy się. Co istotne nie zauważyłam również specjalnego wysuszenia ust.
Jestem bardzo wymagająca jeśli chodzi o tego typu produkty więc  z czystym sumieniem oceniam tę pomadkę pozytywnie. Kolejną próbę generalną będzie przechodziła w Wigilię. 

Komentarze