czwartek, 10 sierpnia 2017

STRÓJ DNIA // JANE BIRKIN // ZENIT


Dzisiejsze zdjęcia swój wyjątkowo oldschoolowy charakter, zawdzięczają przeterminowanej o jakieś cztery lata kliszy, staremu jak świat aparatowi ZENIT i jego operatorowi- Pieci (nie aż tak staremu). Fotografie robione cyfrową lustrzanką i celowo postarzane, nigdy nie osiągną takiego klimatu jak te z aparatu analogowego, teraz widzę to wyraźnie jak na dłoni. Bardzo się cieszę, że są takie punkty jak RELAX FOTO w Warszawie, gdzie można wywołać kliszę i zeskanować negatyw. Swoją drogą, to miejsce wygląda tak, jakby czas zatrzymał się dwadzieścia pięć lat temu, co jest bardzo urocze.



Stosunkowo często bywam w domu rodzinnym, po pierwsze dlatego że mam blisko, a po drugie tęsknię za intymnym kawałkiem ogródka (nie wspominając o rodzicach!), gdzie w odosobnieniu można napić się kawy albo bez wstydu zażyć kąpieli słonecznej. W domu mam też pokaźną część garderoby z zamierzchłości, którą od czasu do czasu przeglądam i odkrywam na nowo. Do tego typu odgrzewanego kotleta należy szydełkowa sukienka ze zdjęć. Moja mama kupiła ją w lumpeksie kilka lat temu. Czułam,że sukienka ma potencjał, dlatego nie wylądowała w PCK, tylko grzecznie czekała na swoje pięć minut, które właśnie nadeszły! 

Wniosek jest taki, że czasem z dystansem i własnym rozumem należy traktować wskazówki podążania drogą minimalizmu, czy tworzenia idealnej capsule wardrobe. Wyciągając tę sukienkę z czeluści mojej szafy, miałam poczucie jakby była nowa i sprawiła mi niemniej radości, niż świeżo kupione ciuszki. Prawdopodobnie taki był sens pawlaczy, poza oczywistą funkcją dodatkowego miejsca do przechowywania. Dzięki mojej bujnej wyobraźni czuję się w niej jak rasowa Francuzka!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz