czwartek, 29 czerwca 2017

capsule wardrobe // szafa w pigułce // wstęp

Od dawien dawna obszar moich zainteresowań był związany z ubraniami. W liceum, kiedy nie miałam pieniędzy na wystrzałowe ciuchy, przeglądałam z zapartym tchem stronę freepeople.com. Traktowałam ją jak magazyn z inspiracjami i obiecywałam sobie, że jak będzie mnie na to stać, to będę się ubierać w ten sposób. Dziś możliwości finansowe mam dużo lepsze niż wtedy, ale zaczął doskwierać mi inny problem: straciłam umiejętność odejmowania.

//Ponieważ zatraciliśmy sztukę porzucania, staliśmy się społeczeństwem uzależniającym- R. Rohr//

Żyjemy w czasach, w których wszyscy chcemy zjeść ciastko i mieć ciastko, bardziej skupiamy się na fasadzie niż na wnętrzu, jesteśmy przyzwyczajeni do natychmiastowej gratyfikacji. Nic więc dziwnego, że staliśmy się społeczeństwem uzależnionym od dodawania. Z tego względu, świadoma rezygnacja z posiadania jest ogromnym wyzwaniem. Mam na myśli posiadanie zarówno w sensie materialnym, ale również posiadanie racji, władzy czy sukcesu.


Na nasze damskie nieszczęście, ubrania są mocno uzależniającym tematem, a uzupełnianie braków w szafie to never ending story. Czy zdarzyło Ci się mówić: brakuje mi tego, MUSZĘ to kupić? Założę się, że nie raz.
Z pomocą przychodzi szafa w pigułce. Jest to idea, która powstała na potrzeby naszego przesyconego konsumpcjonizmem świata. Co niesie za sobą Capsule Wardrobe? Założenie jest takie, że wszystkie rzeczy w szafie powinny do siebie pasować. Ponieważ ilościowo ubrań jest mało i wszystkie do siebie pasują, oszczędzamy mnóstwo czasu każdego dnia przed wyjściem z domu. Zyskujemy przestrzeń i czas wolny, który możemy przeznaczyć na coś ambitniejszego. Jak dla mnie brzmi kusząco, dlatego zdecydowałam się podjąć rękawicę.

Początkowo miałam obiekcje, że reorganizacja szafy będzie kosztowała mnóstwo pieniędzy i pochłonie większość mojej energii. Z perspektywy czasu wiem, że to wszystko wina swego rodzaju uzależnienia od natychmiastowej gratyfikacji- nie potrafiłam zaakceptować faktu, że zmiana wielkiego chaosu w szafie na Capsule Wardrobe, to proces a nie wydarzenie. Proces trwa, natomiast mój temperament nie akceptuje czegoś takiego jak czekanie. Jak czegoś chcę, to muszę mieć to teraz, natychmiast. Zatem możecie sobie wyobrazić, że stopniowe kompletowanie wywoływało we mnie wewnętrzny sprzeciw. Mimo, że mojej szafie jeszcze trochę brakuje do ideału, to mam poczucie że zmierzam w dobrym kierunku.


Jak zacząć? Przede wszystkim trzeba otworzyć umysł i nastawić się na to, że rozpoczynamy pewną przygodę. Chodzi o to, żeby nie podchodzić do tego zbyt poważnie. Jednocześnie musimy mieć na uwadze, co jest naszym celem: dobrze funkcjonująca szafa i świetne samopoczucie. Zdecydowanie te dwie sprawy idą ze sobą w parze! 

Ale teraz do rzeczy: wyłóż WSZYSTKIE ubrania na łóżko. Każdą rzecz obejrzyj z każdej strony. Zadaj sobie pytanie, jak często ją nosisz i czy ją w ogóle lubisz, albo czy lubisz siebie w niej (to chyba najbardziej kluczowe pytanie). Jeśli tak, to wraca złożona na półkę. Jeśli nie, ląduje w pudle do wystawienia na OLX albo na allegro, ewentualnie do PCK. Jeśli masz mieszane uczucia, to ląduje w pudle „na przeczekanie”. Jeśli po dwóch miesiącach nie przypomnisz sobie o tej rzeczy, to z czystym sumieniem możesz ją oddać/wyrzucić/sprzedać. Wyjątkiem są rzeczy sezonowe (np. sandały, kostiumy kąpielowe, kożuchy), ale chyba tego nie muszę tłumaczyć. W ubraniach tak jak w życiu, rządzi zasada Pareta: przez 80% czasu chodzisz w 20% ubrań i pozostałe 80% ubrań nosisz przez 20% czasu. Uświadamianie sobie tych prawidłowości jest dość okrutne, ale dobrze oddaje skalę zjawiska. Dlatego jestem wielką zwolenniczką „inwestowania” w ubrania codziennego użytku, a raczej unikania zakupów cekinowych sukienek czy szpilek na dziesięciocentymetrowym obcasie (chyba że codziennie w takich pomykasz, to wtedy kupuj śmiało!). Piszę inwestowania w cudzysłowie, bo umówmy się: kupowanie ubrań to nie inwestycja. Ubrania to rzeczy które się zużywają i w zdecydowanej większości tracą na wartości.

Po dokonaniu segregacji, zastanów się jakich rzeczy aktualnie brakuje Ci w szafie w codziennym użytkowaniu. Zrób listę. Przemyśl. Nie kupuj od razu, daj sobie czas na znalezienie ideału. To jest chyba najprzyjemniejsza część procesu, bo daje poczucie, że jesteśmy panem sytuacji. Chcę, ale nie muszę. Od tej pory warto dokonywać zakupów świadomie, patrzeć na składy materiałów, kroje, fasony, kolory. Pinterest i Instagram, to prawdziwe skarbnice stylówek i inspiracji. Przyznam się szczerze, że zdarza mi się zgapić od moich instagramowych idolek różne ubranka, czasem mam wrażenie że jestem wręcz przeinspirowana, także pamiętajcie, wszystko z umiarem!

Zdaję sobie sprawę, że brzmi to co najmniej absurdalnie: wywal, a później kup. Ale chodzi o to, żeby została sama śmietanka spośród tego, co już masz, a późniejsze kupowanie było przemyślane, świadome i sensowne. Chodzi też o to, żeby uniezależnić się od ciągłego kupowania taniego badziewia. Ukoronowaniem procesu jest zmiana w dobrze ubraną, pewną siebie kobietę (lub mężczyznę jeśli jakiś mnie czyta). Pamiętajcie o jednym: tam gdzie zaczyna się muszę, kończy się nasza wolność. Wybierajmy wolność, więcej czasu i kasy w portfelu!


Na zdjęciu tytułowym są moje stare wysłużone Vansy i kurtka Levi's mojej mamy z lat 90'tych.
Zdjęcie szafy pochodzi stąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz